szarej rzeszy społeczeństwa. Zebrał więc różnych biskupów chrześcijańskich, toczących między sobą niekończące się dyskusje i spory czy Jezus był człowiekiem czy Bogiem i
podyktował im co ma wchodzić w skład ujednoliconego dogmatu tej religii, zażegnując spory. To co było mu nie na rękę z pośród wielu ewangelii, zakazał i usunął, w tym
nieuznające hierarchii kościelnej gnostyczne choćby ewangelii według Tomasza w której brak jest wzmianek o jakichkolwiek cudach rzekomo dokonywanych przez Jezusa, (nie
będzie przecież sam się tłumaczył społeczeństwu z jego ograbiania, niech to robią poszczególne szczeble hierarchii kościelnej), obwołał się głową tak ukształtowanego jednolitego
kościoła i wprowadził w cesarstwie taką ukształtowaną pod własne potrzeby religię jako religię państwową. Trzeba przyznać, że w tym wyczuciu politycznym trafił w dziesiątkę
gdyż to był okres prosperity imperium za jego rządów. Sam wierzył w Apolla, boga słońca. W założonej nowej stolicy, Konstantynopolu na centralnym placu kazał wznieść pomnik
Apolla ale z twarzą Konstantyna, czym wywołał oburzenie odwiedzających to miasto biskupów. Prawdę mówiąc kochał tylko siebie i wynosił się ponad wszystkich, dowodem
czego ten pomnik. Zmarł w 337 roku a ochrzcił się dopiero na łożu śmierci.
Niedzielę jako święto kościelne, za przykładem państwowego święta w cesarstwie, ustanowili biskupi podczas synodu w Laodycei-edykt mediolański 3/3-w 364 roku, zakazując
świętowania soboty. Pretekstem było upamiętnienie zmartwychwstania Jezusa które miało miejsce w niedzielę a w rzeczywistości chodziło zapewne o odcięcie od żydowskich
korzeni, religii chrześcijańskiej. Żydowskiej, konkurencyjnej do religii chrześcijańskiej. Ta niechęć w późniejszych czasach przerodziła się w tak dalece posunięty antysemityzm, że
powstała święta inkwizycja, której celem było zwalczanie między innymi żydostwa i muzułmaństwa. Dość powiedzieć, że Krzysztof Kolumb ledwo jej uszedł z życiem za to tylko,
że przyrównał tajemnicze światła które ukazały się nad wodą podczas rejsu do odkrywanej Ameryki, do menory-żydowskiego świecznika siedmioramiennego, o którym to
porównaniu doniósł inkwizycji jeden z marynarzy. Za doraźne korzyści polityczne, czyli przysłowiową miskę soczewicy, hierarchowie kościoła podczas tego synodu
sprzeniewierzyli się Bogu ogłaszając i wymagając by świętem kościelnym była nie błogosławiona przez Boga jako 7 dzień sobota tylko pierwszy dzień tygodnia, niedziela, którą
przemianowali na 7 dzień tygodnia. Sprzeniewierzyli się sami i skazali na permanentne sprzeniewierzanie się woli Bożej wszystkie następne pokolenia żyjące w nieświadomości i
poświęcające się pracy w sobotę, tym uświęconym na koniec twórczego dzieła Bożego dniu, wprowadzeni w błąd, że 7 dniem jest niedziela. Pozostaje mieć nadzieję, że tym
pokoleniom, żyjącym nie tyle w nieświadomości co wprowadzonym świadomie w błąd, Bóg wybaczy. By utrzymać przewagę nad konkurencyjną semicką religią hierarchowie
kościoła katolickiego wprowadzili spowiedź jako obowiązek religijny umożliwiający im inwigilację wiernych tak by wszystko o nich wiedzieli, w czym w skuteczności ich pomysłu
nie może dorównać nawet agencja CIA czy inne agencje bezpieczeństwa państwa inwigilujące nas w imię „naszego dobra”. Jeszcze w VI i VII wieku spowiedź była jako coś
sporadycznego, dopiero w 1215 roku na soborze laterańskim Innocenty III ustanowił ją jako obowiązek który trzeba spełniać przed kapłanem. Nagrodą za wyjawienie w
spowiedzi najskrytszych niegodziwych czynów jest rozgrzeszenie i wyczyszczenie konta tak, że już lżejsi na duchu i z czystym kontem można od nowa popełniać wszelkie świństwa
i niegodziwości aż do następnego rozgrzeszenia i wyczyszczenia konta z tych czynów. Bardzo to odpowiadało i odpowiada wiernym możnym tego świata więc za tę możliwość
sowicie odpłacali się instytucji kościoła. Czyż nie jest to hipokryzja? Wymyślili też instytucję szatana jako uosobienie wszelkiego zła tego świata a którego wierni mają się bać pod
groźbą wiecznego potępienia. Strach przed Szatanem ma trzymać wiernych w ryzach, tak by ich woli byli posłuszni i im bardziej są grzeszni tym, z obawy przed wiecznym
potępieniem, chętniej i sowiciej opłacali na tacę swoje odkupienie. Tymczasem ten abstrakcyjny byt jakim jest Szatan to zło które tkwi w niektórych z nas samych i nie ma tu co
tego zła zwalać na barki Szatana, który ma niby nas zwodzić, tylko te popełniane niegodziwości obciążają na trwale nasze sumienie i z nich wcześniej czy później przyjdzie się
rozliczyć przed Bogiem. Okazuje się, że Szatan to ten co niesie wiedzę, światłość. Nawet w Księdze Rodzaju Szatan w postaci węża niesie wiedzę i oświeca Ewę by zjadła owoc z
zakazanego przez Boga drzewa, to drzewo, oświeca Szatan, jest zakazane bo zawiera wiedzę dobra i zła. (U masonów również Szatan jest niosącym wiedzę i światłość według
nich Statua wolności przedstawia Lucyfera niosącego światłość i wiedzę) . Nie pomogą tu żadne rozgrzeszenia i opłacanie się hierarchom kościelnym od którego to oni opływają
tylko w doczesne dobra i żyją jak pączki w maśle. Ich życie w ubóstwie nie dotyczy, dotyczy tylko maluczkich. Powprowadzali opłaty za wszelkie posługi kapłańskie od chrztu
poprzez bierzmowanie, śluby, aż do zgonu, nieraz mówią cynicznie, że za to jest „co łaska ale inni dają tyle”, na ogół jednak na wszystko jest cennik. Hołdują zasadzie zgodnej z
porzekadłem „łup bliźniego swego aż koszula spadnie z niego a jak spadnie z niego, bierz się za drugiego”. Jakoś oddalili się od tego Boga i bardziej kochają mamonę niż jego
samego. Nie chciał bym generalizować i niesprawiedliwie oceniać i urazić wszystkich prawych duchownych, ale niestety taka jest większość kleru zhierarchizowanego kościoła
katolickiego.